niedziela, 28 czerwca 2015

NA CO KOMU INSTRUKTOR JAZDY KONNEJ?




Do napisania poniższego tekstu zainspirowała mnie rozmowa z młodą dziewczyną, która przyszła do naszej stajni z zamiarem... I tu się zaczyna problem, bo zamiar miała "ciekawy". Chciała jeździć konno, nie ucząc się przy tym niczego...

Powodów, dla których ludzie rozpoczynają swoją przygodę z końmi i jeździectwem jest wiele. Jedni od zawsze kochali "konieły", inni mają problemy ze zdrowiem i ktoś im powiedział, że jazda konna pomaga, drudzy znów szukają wrażeń uprawiając niebezpieczny, jakby nie patrzeć, sport, a znowu inni mają ambicję, by nie robiąc sobie i koniom krzywdy pracować ze stworzeniem silniejszym, szybszym i większym od siebie.

Zacznijmy też od tego, że jest wielka różnica między jazdą konną, a wożeniem się na końskim grzbiecie. Nie ma co się oszukiwać, jazda konna to naprawdę często gęsto - pot, krew i łzy. Za to wozić się na końskim grzbiecie mniej lub bardziej może każdy. Byle jakoś się utrzymał i byle na ogrodzonym placu, by daleko koń go nie wywiózł, choć i to gwarancji nie daje, że wożony na grzbiecie nie dozna uszczerbku na zdrowiu.

Skoro ustaliliśmy co powyżej, zrozumiałe jest również to, że dopóki ktoś przychodzi do stajni z zamiarem nabywania wiedzy, z szacunkiem do konia i instruktora stara się uczyć, by być coraz lepszym, można powiedzieć w moim mniemaniu, że jazda konna ma sens. Starania konia, jeźdźca i instruktora mają cel.

Co jednak z tymi, którzy przychodzą do stajni z roszczeniami. Wszyscy wiedzą jak niebezpiecznym sportem jest jazda konna. Każdy ma świadomość, że obcowanie z koniem, który waży nie rzadko od 400kg wzwyż to igranie z życiem i zdrowiem. Co ważne, nie tylko ze zdrowiem samego "jeźdźca", ale również ze zdrowiem konia (które jest najwyższym dobrem w jeździectwie!), instruktora, lub Bogu ducha winnych osób postronnych. Czego zaś dotyczą owe roszczenia? Ileż to razy człowiek przychodzi i uważa, że on nie musi nic, sama jego fizyczna (zaznaczam fizyczna!) obecność powinna wystarczyć, a ja jako instruktor mam podać, przynieść, pozamiatać, otrzeć łzy, wysłuchać rodzinnych historii, oraz zrzucić całą winę za "nieposłuszeństwo" konia na konia (oczywiście!), pogodę (nigdy nie dogodzisz!), lub siebie - instruktora (ma się rozumieć!)

Więc dzisiaj miałam okazję przeczytać co następuje: "nikt nie chce zostać kaleką czy stracic życie ale od czego są instruktorzy" (cytat nie zmieniony, zachowana oryginalna pisownia). Właśnie! Od czego są instruktorzy?

- Instruktor NIE jest psychoterapeutą. Nie musi poprawiać nikomu nastroju ani podnosić samooceny jeźdźca.
- Instruktor NIE jest po to, by rzucać się między spadającego jeźdźca, a ziemię, by nic się jeźdźcowi nie stało.
- Instruktor NIE jest po to, by myśleć za jeźdźca. 
- Instruktor NIE musi znosić dąsów i fochów.
- Instruktor NIE ma być animatorem zabaw.
- Instruktor NIE jest po to, by spełniać czyjeś zachcianki narażając siebie i innych na niebezpieczeństwo. 
- Instruktor NIE powinien nikogo z pracy i myślenia wyręczać. 

Instruktor zaś powinien:
- stworzyć na ile to możliwe bezpieczne warunki do nauki - dać kask, ogrodzony teren i konia dopasowanego do umiejętności jeźdźca
- powinien w sposób rzetelny przekazywać wiedzę, która ma ułatwić osiąganie przez jeźdźca celów
- powinien wskazywać bezpieczną drogę, dawać wskazówki, służyć radą

Nie można zatem oczekiwać, że instruktor zrobi za jeźdźca wszystko. Nie ma takiej siły na Ziemi. Choćby instruktor ze skóry wychodził, zdarł sobie gardło do żywego, a jeździec nie da z siebie nic, nie ma szans na progres.

Bez względu na powody, dla których wsiadamy na konie, ważne jest przede wszystkim nasze bezpieczeństwo!

Konie to zwierzęta:
-  płochliwe
- uciekające
- zwierzęta nie myślące (choć mają swój własny mózg nie można od nich oczekiwać czytania jeźdźcom w myślach, przewidywania niebezpieczeństwa, czy pracy za człowieka)
-  nieprzewidywalne
- zwierzęta ciężkie i szybkie (a masa razy prędkość to niebezpieczna mieszanka!)

Jeśli człowiek nie ma zamiaru zadać sobie trudu nauki i nie ma świadomości powyższego powinien, w moim mniemaniu, czym prędzej zmienić sport. Jazda konna to nie szachy. Jazda konna to obcowanie ze stworzeniem, które ma swój mózg i waży znacznie więcej niż my. Oczywiście można liczyć na szczęście, ale szczęście nie poparte umiejętnościami prędzej czy później się kończy. O ile kończy się siniakiem, złamaniem lub obtarciem, można się cieszyć, ale zdarza się i to nie raz, że ludzie giną, lub przy odrobinie szczęścia zostają kalekami...

Czy warto wychodzić z założenia, że instruktor wszystko za nas zrobi? Czy warto ryzykować swoim zdrowiem odwlekając decyzję o zaangażowaniu się w zajęcia? Czy warto ryzykować życiem nie myśląc, nie przewidując i nie pracując z koniem? 

Na te pytania każdy musi sam sobie odpowiedzieć.

Ja wiem na pewno jedno - INSTRUKTOR TO NIE ANIOŁ STRÓŻ!
Wybierając jeździectwo - wybierasz najtrudniejszy sport na świecie.

MYŚL - PRZEWIDUJ - PRACUJ - lub zmień hobby!